O klasę gorsi od Liverpoolu

West Ham po ciekawym meczu uległ Liverpoolowi 1:4. Wynik ten jest i tak najmniejszą karą, jaką za tak słabą grę defensywną powinni otrzymać podopieczni Slavena Bilicia. Honorową bramkę dla Młotów zdobył Manuel Lanzini.

Skład West Hamu różnił się nieco od tego, który oglądaliśmy podczas blamażu z Crystal Palace. Slaven Bilić był zmuszony do wykonania pewnych roszad, ponieważ Pablo Zabaleta był zawieszony po zgromadzeniu pięciu żółtych kartoników, natomiast Jose Fonte doznał kontuzji. Ich miejsca w wyjściowej jedenastce zajęli Winston Reid oraz Pedro Obiang. Modyfikacji uległo również ustawienie. Brak prawego obrońcy zmusił sternika Młotów do przejścia na dobrze znane nam 3-5-2, w którym blok defensywny to Cheikhou Kouyate, Winston Reid oraz Angelo Ogbonna. Grą ze środka pola kierować mieli wracający do dobrej dyspozycji Mark Noble, Pedro Obiang oraz Manuel Lanzini. Akcje oskrzydlające tworzone miały być przez Aarona Cresswella oraz Edmilsona Fernandesa, natomiast za wykończenie odpowiedzialny miał być duet Javier Hernandez oraz szalenie skuteczny w ostatnich meczach Andre Ayew. Tak przynajmniej miało to wyglądać w teorii.

Pierwszą dogodną sytuację Liverpool stworzył sobie już w 2 minucie spotkanie. Dośrodkowanej z rzutu wolnego piłki nie dał rady sięgnąć Cresswell, a w sytuacji sam na sam z Roberto Firmino lepszym okazał się Joe Hart.

West Ham odpowiedział w 9 minucie. Podanie ze środka pola wykonał Chicharito, a do podania doszedł Ayew. Ghańczyk przerzucił piłkę ponad Simonem Mignoletem i trafił w słupek.

W 21 minucie Liverpool wykorzystał swój największy atut – szybkich skrzydłowych. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Lanziniego, do kontry ruszyli Mohamed Salah oraz Sadio Mane, którzy na pełnej szybkości ograli z łatwością Aarona Cresswella, a Egipcjanin wpisał się na listę strzelców. Dla Harta była to trzydziesta bramka stracona w meczach przeciwko drużynie The Reds.

Trzy minuty później goście wyprowadzili kolejny cios. Przy rzucie rożnym Liverpoolu fatalnie zachował się Noble, który skierował piłkę w kierunku swojej bramki. Futbolówkę przed siebie zdołał jeszcze sparować Hart, jednak przy dobitce Joela Matipa był już bez szans. Do końca pierwszej połowy utrzymał się wynik 0:2.

Slaven Bilic przeprowadził w przerwie jedną zmianę – bezproduktywnego w pierwszej części meczu Fernandesa zastąpił Andy Carroll. Wymusiło to też zmianę ustawienia na 4-4-2. Kouyate przesunął się na prawą obronę, przed nim ustawił się Ayew, natomiast po lewej stronie biegali Cresswell oraz Lanzini.

Zmiana ustawienia przyniosła efekt już w 56 minucie. Piłkę z bocznego sektora boiska dośrodkował Ayew, akcję zamknął Lanzini, który najpierw przyjął wrzutkę na klatkę piersiową, a następnie technicznym uderzeniem z woleja pokonał golkipera z Belgii.

Trybuny nie zdążyły jeszcze przestać radować się z trafienia kontaktowego, a wynik spotkania zmienił się ponownie. W środku pola Firmino bardzo łatwo ograł Reida i popędził z piłką w kierunku bramki Młotów. Urwał się Pedro Obiangowi i idealnie obsłużył Alexa Oxlade-Chamberlaine’a, który na raty wygrał pojedynek z Hartem.

Mecz otworzył się na dobre i po kolejnych kilkudziesięciu sekundach mieliśmy następną klarowną okazję. Carroll wygrał pojedynek główkowy, piłka spadła pod nogi Hernandeza, który oddał ją Anglikowi. Carroll wykonał prostopadłe podanie wyprowadzając na czystą pozycję Lanziniego. Niestety Argentyńczyk w dogodnej sytuacji przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Chorwacki szkoleniowiec przeprowadził kolejne ofensywne zmiany. Noble’a oraz Hernandeza zmienili Marko Arnautovic oraz Diafra Sakho. Niestety zupełnie popsuło to grę West Hamu, który zamiast stwarzać sobie więcej sytuacji strzeleckich, zaczął notorycznie tracić piłki w strefie środkowej. Skutkowało to kolejną straconą bramką w 71 minucie. Mane ograł słabo kryjącego w tym meczu Obianga, przerzucił piłkę nad linią obrony do Salaha, a najskuteczniejszy w tym sezonie strzelec Liverpoolu podwyższył na cztery do jednego.

W końcówce spotkania zawodnicy Młotów wciąż nie były w stanie wymienić kilku celnych podań, natomiast Liverpool nie spuszczał z tonu. Przed jeszcze wyższą porażką West Ham uratowała jedynie nieskuteczność gości. Bardzo dobrych okazji strzeleckich nie wykorzystywali bowiem kolejno Firmino, Salah, Oxlade-Chamberlain oraz wprowadzeni w 88 minucie James Milner i Dominic Solanke.

West Ham po raz czwarty z rzędu schodzi z boiska bez zwycięstwa. Coraz częściej w krytyczny sposób taktykę zespołu oceniają kibice. Widać to było po tych obecnych na spotkaniu z Liverpoolem. Po utracie czwartego gola ponad połowa stadionu ruszyła do wyjść. Nie wszystko było jednak dramatyczne. Na pochwałę zasługuje bowiem fakt, że zawodnicy przy wyniku 0:2 wciąż dzielnie stawiali czoła przeciwnikom i dali radę strzelić bramkę kontaktową. Slaven Bilic postawił wszystko na jedną kartę wprowadzając przy stanie 1:2 piłkarzy ofensywnych. Niestety, znać o sobie dały stałe koszmary West Hamu czyli gra defensywna, co ostatecznie wpłynęło na tak wysoki wynik meczu.