Jarrod Bowen: O Davidzie Moyesie, przeprowadzce do Londynu i pracy w izolacji

Skrzydłowy West Hamu United Jarrod Bowen opowiedział, jak odnajduje się w trudnych czasach pandemii koronawirusa. 

Pomocnik dołączył do ekipy ze wschodniego Londynu w styczniowym okienku transferowym i niemal z marszu wpłynął pozytywnie na poczynania podopiecznych Dawida Moyesa.

Jak odnalazłeś się po przeprowadzce do Londynu i West Hamu United?

– Zostałem zakwaterowany po meczu z Southampton. Początek był wręcz huraganowy. Mecz z Manchesterem City został odwołany z powodu fatalnej pogody. Obecnie zmagamy się z tym (wirusem), więc można powiedzieć, że to zupełnie inny czas dla każdego, kto dołączył do klubu z Premier League. 

Wziąłeś udział w Oficjalnym Programie Meczowym przed meczem z Southampton. Czułeś przez to większą presję w swoim domowym debiucie?

– Nie widziałem programu przed meczem, ale wiedziałem, że fani chcą, abym zadebiutował, więc bardzo chciałem wygrać. Presja była olbrzymia, a kiedy dowiedziałem się od menadżera, że rozpoczynam w wyjściowym składzie, musiałem na chwilę usiąść. To był mecz Premier League przed 60. tysiącami kibiców. To było trochę surrealne. 

– Strzeliłem bramkę dość wcześnie, dlatego moja pewność siebie poszybowała w górę, dzięki czemu grałem zdecydowanie luźniej. To był dla mnie niesamowity start, a wieczorem przeprowadziłem się do nowego domu. Cóż za wspaniały dzień! 

Jak się czujesz pracując z nowym menadżerem, Davidem Moyesem? 

– Szef był dla mnie wspaniały. Moje pierwsze dwa spotkania po przejściu z Championship miały być przeciwko Liverpoolowi i Manchesterowi City. Trener dobrze sobie z tym poradził nie rzucając mnie od razu na głęboką wodę. Gdyby mi nie poszło w tych meczach, mógłbym stracić pewność siebie. Przeznaczył dla mnie 20 minut, dzięki czemu przygotował mnie na Southampton. Myślę, że się opłaciło.

Jak bardzo gra w Premier League różni się od Championship?

– W Premier League jest wyższe tempo i większy nacisk na aspekty techniczne. Można zaobserwować dlaczego wielu graczy wciąż gra w Premier League. Z każdym meczem musisz dotrzymywać tempa i być coraz lepszym. Zawsze trzeba grać na najwyższych obrotach, bo mierzysz się z największymi zawodnikami. 

– Poprzednio pięć i pół roku grałem w Hull City. Przez ten czas zdołałem wywalczyć swoją pozycję. Teraz jestem w West Hamie i muszę zrobić to samo. 

Wcześniej grałeś w Hull City z Andym Robertsonem, który gra teraz dla Liverpoolu oraz Harrym Maguire, teraz w trykocie Manchesteru United. Czy czułeś się zainspirowany i zmotywowany widząc jak wysoko zaszli? 

– To coś wspaniałego. Robbo i ja cały czas ćwiczyliśmy w parze. Z Harrym razem przesiadywaliśmy na ławce. Przez pierwszych sześć miesięcy podczas ostatniego sezonu Hull City w Premier League nie grał zbyt wiele, ale można powiedzieć, że swojego czasu oboje byli świetni. 

– Wciąż są młodzi, a już dużo osiągnęli. Harry doszedł do półfinału Mistrzostw Świata, Robbo wygrał Ligę Mistrzów. Coś niesamowitego. Chcę spróbować i podążyć ich drogą. 

Czy uważasz przeprowadzkę do West Hamu za naturalny krok naprzód w twojej karierze? 

– Czułem, że w Hull muszę dać z siebie tyle, ile to możliwe i odnoszę wrażenie, że mi się to udało. Teraz zaczynam tutaj od nowa i znów muszę wywalczyć swoją pozycję. Mam nadzieję, że moja przygoda we wschodnim Londynie trochę potrwa. Każdy marzy o grze w Premier League, a kiedy zgłasza się po ciebie taki klub jak West Ham, to nie ma się nad czym zastanawiać.

– Spójrz na ten stadion. Kiedy podpisałem umowę, udałem się na stadion i gdy się rozejrzałem, zaparło mi dech w piersiach. To niesamowite. Debiut i gra przed tyloma fanami. Wtedy do mnie dotarło. Zawsze o tym marzyłem. Za nic w świecie bym tego nie zmienił. 

Czego brakuje ci najbardziej ze świata futbolu podczas izolacji?

– Najgorszy jest brak możliwości spędzania czasu razem z chłopakami. Brakuje mi tej rutyny – pobudka, jazda na trening, zajęcia, powrót do domu.

– Trenuję na bieżni, trochę sprzątam, wyprowadzam psa i gram na konsoli. Kiedy nie trenujesz, szukasz sobie zajęć, by wypełnić wolny czas.