Hislop: Gra z niesamowitym Collinsem zawsze była radością

Były bramkarz West Hamu United Shaka Hislop obchodził niedawno swoje 49. urodziny. Czarnoskóry zawodnik wspomina swój pobyt w klubie i jest zadowolony, że James Collins wciąż prezentuje się bardzo dobrze.

Minęło już niemal 12 lat od czasu, gdy Hislop ostatni raz założył koszulkę Młotów. Były reprezentant Trynidadu i Tobago miał możliwość wspólnej gry z Jamesem Collinsem i Markiem Noble i cieszy się, że obaj zawodnicy odgrywają tak ważną rolę w klubie.

– To niesamowite, że oni wciąż radzą sobie świetnie, głównie Ginge. Noble dopiero się przebijał do składu, gdy ja jeszcze grałem. To był młody chłopak z zapałem i talentem. Był nadzieją dla zespołu. Bardzo go lubię.

– Już wtedy można było przewidzieć, że będzie wielkim graczem, a widząc go w jednych barwach przez całą swoją karierę jest czymś niesamowitym.

– Ginge był dużo ważniejszą częścią pierwszego zespołu w tamtych czasach. Między nami była silna relacja, która panuje między bramkarzem a śrokowym obrońcą.

– Pamiętam, że mogłem na niego liczyć. To jest jedna rzecz, która zawsze go cechowała – można było na niego liczyć. Zawsze wiedziałem, czego się po nim spodziewać. Dawał z siebie 100% w każdym meczu, co było dla mnie radością.

– Bardzo łatwo grało się za Collinsem, a widząc go teraz w takiej formie, gdy ja ledwo mogę podnieść się z łóżka w większość poranków, jest czymś niewiarygodnym. To sprawia, że się uśmiecham.

– Stracił już wszystkie włosy, ale to wciąż ten sam Ginge!