West Ham przegrywa z Nottingham Forest, podtrzymując relatywnie tragiczną serię bez wygranej, wynoszącą już 8 spotkań. Dodatkowo trzecia ligowa porażka z wymownym bilansem 0-11, może zwiastować początek końca drugiej kadencji Davida Moyesa w klubie z London Stadium. Czy dni Szkockiego menedżera są policzone? O tym przyjdzie nam się przekonać na przestrzeni kolejnych paru kolejek. Tymczasem to spotkanie mogło wyglądać inaczej, lecz zabrakło kilku elementów. Jakich? Zapraszamy na opis gry na przestrzeni minut.

Na co należy zwrócić uwagę przed samym spotkaniem, to powrót do wyjściowej jedenastki Michaila Antonio. Zdaje się, że jest to pierwsza okazja, aby Jamajczyk zagrał bez ryzyka, a momentalnie wystawiany jest w pierwszym składzie. Wskazuje to na dramatyczny brak jakościowych zmienników na tej pozycji – oczywiście, Bowen radził sobie nie najgorzej, natomiast nie jest on rasowym strikerem.

Zmagania rozpoczęły się generalnie dominacją gospodarzy – już w 4’ stworzyli zagrożenie w polu karnym, jednak dwurzędowo ufortyfikowana defensywa West Hamu poradziła sobie z tą sytuacją. Minutę później zaś fantastycznie interweniował Areola, ukazując cały swój kunszt bramkarski. Po nerwowym początku sytuacja uległa uspokojeniu, Londyńczycy przeszli do kreowania.

Świetną akcję wykreowaliśmy w 7’ – Jarrod Bowen ukazał swój geniusz, dryblując prawym skrzydłem, schodząc do środka i podając w tempo do Kudusa. Ten jednak nie zdołał skutecznie przyjąć footballówki, w skutek czego nieznacznie mu odskoczyła, uniemożliwiając strzał z pierwszej piłki. W prawdzie Ghańczyk dosięgnął piłki odgrywając do tyłu, lecz nie udało się wykreować kolejnej szansy.

Zaraz później Mo Kudus obejrzał żółtą kartkę za przewinienie, lecz także przyczynił się do podyktowania jej rywalowi. Nasz „golden boy” otrzymawszy piłkę przedryblował rywala sunąc autostradą do bramki, co nie spodobało się Morganowi Gibbs-White’owi, który zdecydował się na cyniczny faul.

Pochwalić należy Aguerda oraz Emersona. Po ostatniej kompromitacji z Arsenal, obaj panowie grali dziś bardzo przytomnie, a nawet momentami ofiarnie (aktualizacja po spotkaniu: było źle.). Brakowało pewności siebie w defensywie, natomiast całokształt wyglądał generalnie przyzwoicie (stan na 20’). Co jeszcze trzeba powiedzieć to fakt, iż od ok. 13’ West Ham był całkowicie wycofany, oddając inicjatywę gospodarzom. W prawdzie  nie jest to żadna nowość w stylu Moyesball, ale przy przeciwniku tego kalibru należałoby więcej próbować – potencjał zawodników jest przecież niezły!

Kolejna niebywała interwencja Areoli to 29’ kiedy to udaremnił bardzo groźną próbę gospodarzy, wykazując się fantastycznym refleksem. Bezpośrednio później Antonio miał otwartą autostradę do bramki rywali i skorzystał z tej drogi i kiedy wydawało się, że bramka to tylko formalność, Jamajczyk dramatycznie zwolnił, a cała próba została szybko zneutralizowana przez powracających obrońców do spółki z bramkarzem. Popularny Antek zmarnował świetną sytuację na pierwszego od trzech tygodni gola dla The Hammers – z pewnością inaczej wymarzył sobie powrót do gry w Premier League. Jeszcze w 36’ zobaczył żółty kartonik, za zdecydowanie zbędne i zbyt żywiołowe dyskusje z arbitrem liniowym.

Pierwszy rzut rożny spotkania to próba Jamesa Ward-Prowse’a z 45+3’. Okazję dobrze wywalczył Mo Kudus po otrzymaniu dośrodkowania od Aguerda, jednak gospodarze zdołali skutecznie odeprzeć wrzutkę byłego kapitana Soton’. Warto tu wspomnieć, że do regulaminowego czasu doliczone zostało 5 minut, w skutek wielu przerw w grze.

Jakby słabość w ofensywie była niewystarczająca, straciliśmy bramkę w ostatniej minucie z tych doliczonych pięciu. Aguerd mógł zrobić tu więcej, a nawet Alphonse Areola nie zdołał interweniować. Tego typu strata to zawsze duży cios dla psychiki drużyny, niemniej priorytetem teraz stało się gonienie wyniku. Kolejna porażka mogłaby być kluczowa, dla przyszłości Davida Moyesa w klubie z London Stadium.

Na drugą odsłonę spotkania obydwie ekipy wyszły bez zmian, a gra w posiadaniu prezentowana przez podopiecznych Moyesa od wyjścia z szatni, dawała choćby minimalną nadzieję.

Już w 51’ zmuszony do reakcji został Alphonse Areola. Francuz znów nie zawiódł, wyciągając się jak struna. Z całego zamieszania wyniknął jeszcze corner dla Nottingham, jednak gospodarze nie zdołali skierować piłki w światło bramki.

Kolejne minuty to mało konkretów, seria niechlujnych zagrań i parę pojedynków fizycznych. Słowem mało efektywna gra, wciąż w stylu wołającym o pomstę do nieba.

Pierwsza dobra szansa w drugiej odsłonie, nadarzyła się w 60’ – Michail Antonio został sfaulowany pod samym polem karnym, przy jego lewej części. Stanowiło to dosyć konkretną pozycję strzelecką dla Jamesa Ward-Prowse’a, na którego to przebłysk w tym aspekcie wciąż czekaliśmy. Niestety. Nad bramką. Nie tym razem, natomiast trzeba przyznać że zabrakło bardzo niewiele!

Chwilę później (62’), na uderzenie z obrębu szesnastki zdecydował się Jarrod Bowen, jednak w skutek gonitwy z obrońcami i niekomfortowej pozycji, uderzenie to nie miało szans zagrozić wynikowi. Co jeszcze należy podkreślić, to fakt brutalności tego meczu, mogliśmy mieć uzasadnione wątpliwości, czy spotkanie zakończy się z udziałem 22 zawodników. W 68’ naliczyliśmy aż 9 żółtych kartoników, odpowiednio 4 gospodarzy oraz 5 gości. Istny oktagon.

Zwieńczeniem tych rozgrywek godnych niejednej gali MMA, stała się druga żółta kartka Calvina Philipsa z 71’. Oczywiście, w rezultacie był to jego drugi kartonik, więc zmuszony był do opuszczenia boiska. Sytuacja ze złej, przeistoczyła się na bardzo złą.

Zmiany po naszej stronie zostały dokonane w 75’. Do gry zostali wysłani Cornet oraz Johnson, zmieniając odpowiednio Antonio i Coufala. Pierwszy z wymienionych miał szasnę na niezwykłe trafienie już dwie minuty później, jednak nie zdołał czysto uderzyć piłki, będąc w polu karnym.

Na domiar złego w 81’ mógł być odgwizdany rzut karny. Cornet wrócił do defensywy łatając dziurę po Calvinie Philipsie i w prawdzie arbiter nie użył gwizdka bezpośrednio później, lecz niedługo potem aktywowany został wóz VAR. Karny był ewidentny, skrajnie nieodpowiedzialna interwencja Iworyjczyka (stempel – kontakt absolutnie był) wydawała się prostą podstawą do odgwizdania jedenastki. Ku zaskoczeniu chyba wszystkich obecnych na stadionie i przed odbiornikami, tak się nie stało! Co do tej decyzji największe wątpliwości miał trener gospodarzy, który to zapisał się jeszcze w protokole sędziowskim, ujrzawszy żółty kartonik za ekspresywne dyskusje. Grunt z tego wszystkiego taki, że choćby punkt wciąż pozostawał w grze.

W 87’ goście zdołali umieścić piłkę w siatce po rzucie rożnym, jednak już bez większych kontrowersji odgwizdany został spalony, co więcej Alphonse Areola był faulowany przy próbie interwencji.

Jeszcze przed ogłoszeniem wymiaru czasu doliczonego, mieliśmy dwie okazje na wyrównanie, jednak w obydwu przypadkach zabrakło osoby, która mogłaby porządnie wykończyć akcję. W 92’ zyskaliśmy rzut rożny, jednak po raz kolejny błyskotliwie interweniował Danilo. Bezpośrednio później – w kontrze – gospodarze mogli postawić „kropkę nad i”, jednak Elanga koncertowo zmarnował akcję.

Cóż z tego, gdy zaledwie parę podań później Aguerd dał się ograć, piłka została zagrana w środek szesnastki i posłana na praktycznie pustą bramkę. Straciliśmy drugą bramkę, oficjalnie notując serię 3 porażek z rzędu, z łącznym bilansem 0-11. Myślę, że całość nie wymaga dodatkowego komentarza – West Ham dziś zwyczajnie na punkty nie zasłużył.

 

 

Nottingham Forest 2 – 0 West Ham United

Awoniyi 45+5′, Hudson-Odoi 90+4′

 

 

Nottingham Forest: Sels, Williams, Felipe, Murillo, Tavares, Domínguez (Yates 86′), Danilo, Elanga, Gibbs-White © (Omobamidele 90+3′), Hudson-Odoi, Awoniyi (Origi 67′)
Niewykorzystani zmiennicy: Turner (BR), Kouyaté, Toffolo, Niakhaté, Reyna, Ribeiro

 

West Ham United: Areola, Coufal (Johnson 76′), Zouma © (Ings 90+3′), Aguerd, Emerson (Souček 83′), Phillips, Álvarez, Ward-Prowse, Kudus, Antonio (Cornet 76′), Bowen
Niewykorzystani zmiennicy: Fabiański (BR), Ogbonna, Mavropanos, Cresswell, Mubama

Sędzia: Tom Bramall

Frekwencja: 29,490