Mamy awans! West Ham 2:1 Chelsea

Młoty pokonały na London Stadium drużynę Chelsea FC 2:1. Bramki dla West Hamu strzelali Cheikhou Kouyate i Edimilson Fernandes. Przez większą część meczu byliśmy stroną przeważającą a gra wyglądała jak za starych dobrych czasów.

Przed meczem Slaven Bilić zapowiedział wystawienie najsilniejszej jedenastki jaką dysponuje. Tak też się stało. Na boisku zobaczyliśmy wszystkich kluczowych graczy i tradycyjnie, jak to w pucharach – Darrena Randolpha w bramce.

che_post

Zaskakujące mogło wydawać się wystawienie Michaila Antonio na szpicy. Anglik jednak w trakcie meczu udowodnił, że jest piłkarzem walecznym i niezwykle uniwersalnym.

Pierwszą groźną sytuację stworzyli jednak piłkarze Chelsea. N’Golo Kante wypracował sobie pozycję, uderzył na bramkę z dość bliskiej odległości, ale Darren Randolph popisał się świetną paradą.

Chwilę później oglądaliśmy piękną grę w wykonaniu Michaila Antonio. Anglik zrobił coś z niczego. Przejął piłkę na połowie rywala i nie mając nikogo do pomocy ruszył do przodu. Efektowny rajd zakończył się faulem i rzutem wolnym w bliskiej odległości od pola karnego. Do piłki podszedł Dimitri Payet. Francuz dobrze dośrodkował, jednak piłkę wybił na rzut rożny David Luiz.

W 11. minucie oglądaliśmy pierwszą bramkę dla Młotów. Dośrodkowanie Marka Noble’a, piłka trafia w pole karne a tam z zaskoczenia Cheikhou Kouyate skierował futbolówkę do bramki. Bardzo ładny gol i bardzo przytomne zachowanie Kouyate. Zobaczcie sami.

Po wyjściu na prowadzenie Młoty nie zwolniły tempa. Lanzini popisał się pięknym prostopadłym podaniem do Cresswella. Spore zamieszanie w polu karnym, ostatecznie do piłki doszeł Michail Antonio, lecz z bliskiej odległości uderzył obok słupka.

W 21. minucie meczu pięknym sgtrzałem z dystansu popisał się Chelobah. Po raz kolejny Darren Randolph udowodnił, że nie gra w pierwszym składzie jedynie ze względu na uprzejmość Slavena Bilicia. Piekna parada i skończyło się jedynie na rzucie rożnym.

Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Były jednak ku temu okazje. Po naszej stronie szanse na gole mieli Payet, Lanzini i Obiang (piekielnie mocny strzał zza pola karnego cudem wybroniony przez Begovicia!). W doliczonym czasie odpowiedział Oscar, którego strzał był minimalnie niecelny. Piłka przeleciała obok słupka.

Drugą połowę rozpoczęliśmy z przytupem. Nie było mowy o spoczęciu na laurach i obronie wyniku 1:0. W 47. minucie świetną piłkę dostał Dimitri Payet. Francuzowi pozostało jedynie wpakować piłkę do siatki, jednak trafił prosto w bramkarza. Dosłownie chwilę po tej sytuacji z piłką przed polem karnym znalazł się Edimilson Fernandes. Szwajcar zwiódł obrońców, uderzył celnie po ziemi dając nam wynik 2:0.

Prowadzenie 2:0 z Chelsea w drugiej połowie – zapowiadało się na zmianę taktyki i obronę wyniku przez resztę spotkania. Nic z tych rzeczy! Młoty dalej “cisnęły” i nie dawały za bardzo pograć gościom. Świetne szanse mieli Antonio, Noble i Payet. Niestety brakowało im skuteczności.

W międzyczasie na boisku pojawił się Sofiane Feghouli za Edimilsona Fernandesa. Chwilę wcześniej doszło do zabawnej sytuacji. Sędzia techniczny prawdopodobnie się pomylił i pokazał na tablicy świetlnej numer Manuela Lanziniego. Argentyńczyk pokornie schodził już z boiska, jednak Slaven Bilic wyraźnie zaprotestował i odwołał zmianę. Po kilku minutach w końcu doszło do zmiany, której rzyczył sobie nasz trener.

Sporo do gry Chelsea wniosło wejście na boiska Diego Costy. Co by nie mówić o tym piłkarzu – naprawdę walczył i stwarzał zagrożenie pod bramką Randolpha. Jednak każdy kontakt z piłką Hiszpana spotykał się z bardzo głośnym buczeniem na trybunach. Być może to właśnie dlatego Costa był tak nieskuteczny.

Próbkę swoich umiejętności pokazał również Eden Hazard. Chelsea była jednak wyraźnie bez skrzydeł. Sporadyczne ładne akcje kończyły się na poziomie naszej obrony lub po prostu niecelnymi strzałami.

Slaven Bilić przeprowadzał kolejne zmiany. Na boisku po dłuższej przerwie zobaczyliśmy Adre Ayew (za Lanziniego) oraz Simone Zazę (za Michaila Antonio).

Mecz był naprawdę ciekawy a emocji nie brakowało nawet w doliczonym czasie gry. Najpierw groźną akcję wyprowadzili gospodarze. Simone Zaza wystaił piłkę Payetowi w polu karnym, lecz ten uderzył w środek bramki ułatwiając bramkarzowi interwencję. Chwilę później dośrodkowanie z rzutu wolnego. Ogromne zamieszanie w polu karnym i piłkę z najbliższej odległości wpycha do bramki Gary Cahill.

Gol dla Chelsea padł jednak w ostatnich sekundach i arbiter zaraz po wznowieniu gry zakończył spotkanie.

Łukasz Papuda