Porażka mimo walki. Man City 2:1 West Ham

Młoty przegrały na Etihad Stadium z Manchesterem City 1:2. Wielu przed tym meczem wróżyło nam wysoką porażkę, jednak The Hammer pokazali charakter i byli bardzo blisko urwania punktów faworytom. Gola dla West Hamu strzelił w końcówce pierwszej połowy Angelo Ogbonna. Gospodarze odpowiedzieli trafieniami Otamendiego i Silvy. 

Przed spotkaniem bukmacherzy dawali więcej pieniędzy za trafienie 8:0 dla Manchesteru City, niż 1:0 dla West Hamu. Na przeciwko siebie stanęły drużyny, które prezentują skrajnie różną formę. The Citizens kroczą pewnie po mistrzostwo kraju mając osiem punktów przewagi w tabeli nad goniącym peletonem. Młoty z dziesięcioma punktami są niemal na dnie tabeli i ostatni mecz przegrały z Evertonem aż 0:4. Ciężko było o optymizm.

Przed meczem powiedziałem sobie – nie ważne jaki będzie wynik, ważne żeby w końcu nasi piłkarze pokazali charakter i wolę walki. Tak też się stało. W niedzielę mocno uprzykrzyliśmy życie naszym rywalom. Miał być spacerek, a piłkarze Manchesteru City po końcowym gwizdku cieszyli się jak po co najmniej zwycięstwie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

David Moyes miał ograniczone pole manewru w ataku. Nie mógł skorzystać z usług Chicharito i Andy’ego Carrolla. Na szpicy pojawił się więc Michail Antonio. Ze względu na kontuzje Reida, Collinsa i Fonte, na środku obrony zagrał Declan Rice.

Od pierwszych minut mecz toczył się tak jak się wszyscy spodziewali. Manchester City rozdawał karty a Młoty były skupione na defensywie. W 7. minucie widzieliśmy mały przebłysk. Piłkarze West Hamu wywalczyli rzut rożny. Dośrodkowanie, piłkę głową strąca Kouyate i Antonio był o krok od zdobycia bramki. Niestety futbolówka po jego strzale poszybowała nad bramką. Nie była to łatwa sytuacja dla napastnika. Tak czy inaczej – w 7. minucie wysłaliśmy jasny sygnał naszym rywalom – to nie będzie spacerek.

W 25. minucie mocnym strzałem z dystansu popisał się David Silva. Piłka jeszcze po jego strzale odbiła się od Declana Rice’a i zmierzała w światło bramki. Świetnym refleksem popisał się Adrian i wybił piłkę na rzut rożny. Nie była to ostatnia dobra interwencja naszego bramkarza.

Od czasu do czasu efektownym rajdem błysnął Masuaku. Nasz skrzydłowy ma naprawdę ogromny potencjał i świetną technikę.

Sporo zamieszania z przodu robił też Michail Antonio. Anglik nie jest nominalnym napastnikiem, jednak w meczu w którym nastawieni byliśmy na grę z kontry, pasował jak ulał. Trzeba przyznać, że była to dobra decyzja Davida Moyesa.

W 35. minucie strzał na bramkę oddał Manuel Lanzini. Akcja nieco przypadkowa. Rozegranie na skrzydle, strata piłki jednak pogubili się obrońcy Manchesteru City. Piłka pod nogami Lanziniego w polu karnym. Argentyńczyk uderzył z pierwszej piłki jednak bramkarz dobrze wybronił strzał.

Niestety chwilę później kontuzji nabawił się Cheikhou Kouyate. Natychmiast do rozgrzewki ruszył Diafra Sakho. W 43. minucie David Moyes przeprowadził zmianę.

W ostatnich minutach pierwszej połowy padła bramka dla Młotów. Krótko rozegrany rzut rożny, piłka w końcu poszybowała w pole karne. Tam dobrze ustawiony był Ogbonna i strzałem głową pokonał bramkarz gospodarzy.

The Citizens nie do końca wierzyli w to co się stało. Do ostatniego gwizdka snuli się po boisku. Sędzia skończył pierwszą połowę i to my schodziliśmy do szatni w lepszych nastrojach.

W drugiej połowie wciąż oglądaliśmy sporą przewagę Man City i dobrą grę w obronie Młotów. Mimo dobrej dyspozycji The Hammers, komentatorzy w przerwie nie dawali nam zbyt dużych szans na utrzymanie wyniku. Rzeczywiście z każdą minutą odpieranie ataków rywali było coraz trudniejsze.

W 56. minucie meczu Declan Rice faulował tuż przy linii pola karnego. Miał już na koncie żółtą kartkę. Pachniało druga, jednak sędzia oszczędził młodego obrońcę. Do piłki podszedł Kevin De Bruyne, uderzył na bramkę, jednak piękną paradą popisał się Adrian.

Niestety minutę później padło wyrównanie. Szybka akcja skrzydłem. Gabriel Jesus wbiegł w pole karne, dośrodkował , źle pokryty przez Declana Rice’a Otamendi dostawił nogę i mieliśmy 1:1.

Dalsze minuty to pokaz fenomenalnej gry w wykonaniu Adriana. Z uporem maniaka na bramkę strzelał Leroy Sane. Za każdym razem jednak nasz bramkarz był górą.

Strzelali też inni – Gabriel Jesus, David Silva. Adrian był jednak w dobrej dyspozycji i nieprzypadkowo realizator robił po dobrych interwencjach Hiszpana zbliżenia na siedzącego na trybunach Joe Harta. Wydaje mi się, że Hart w najbliższych meczach będzie musiał ustąpić Adrianowi miejsca w pierwszej jedenastce.

W 81. minucie dobra kontrę wyprowadził Michail Antonio. Anglik pobiegł sam skrzydłem, wypracował sobie pozycję. Uderzył, jednak piłkę wybił bramkarz.

Chwilę później padła bramka na 2:1. Kevin De Bruyne posłał przepiękne górne podanie w pole karne. Tam nie do końca z kryciem Otamendiego poradził sobie Declan Rice. Piłkarz City dostawił nogę i pokonał Adriana.

W doliczonym czasie gry mieliśmy świetną okazję do wyrównania. Skrzydłem urwał się Marko Arnautovic. Dośrodkował w pole karne, tam Diafra Sakho był dobrze ustawiony. Uderzył z pierwszej piłki ale niecelnie. Ze wszystkich niewykorzystanych okazji w tym meczu, tej szkoda najbardziej. Obrona City była w rozsypce i można było tę kontrę rozegrać na kilka różnych sposobów.

Do ostatniego gwizdka wynik nie uległ zmianie. Młoty przegrały, jednak pokazały charakter. Kolejna okazja już 9. grudnia. Na London Stadium podejmiemy Chelsea!